Forum: proza : Klub Sportowy "Ondz"
 .:. Forum: proza : Klub Sportowy "Ondz"              


     FAQ
     Imprezy
         mapa imprezowa
         rozkład jazdy
     Forum
         ogólne
         proza
         drugs
         giełda
         audio/video
         helpdesk
         carpooling
         clubbing.pl
     Statystyki forum
     Kluby
         mapa klubowa
     Płyty
     Artyści
     Galeria
         rnd image
         MMS
         video
         linki
         DropBox
     Publikacje
     Radyjka
     Konkursy
        1 konkurs!
     Ankiety
     Mój profil
     Blogi

 googlaj


 REKLAMA

imprezy w Niedzielę Poniedziałek Wtorek Środę Czwartek Piątek Sobotę
kluby w Warszawie Białymstoku Bydgoszczy Gdańsku Gorzowie Wielkopolskim Krakowie Katowicach Łodzi Lublinie Olsztynie Opolu Poznaniu Rzeszowie Szczecinie Toruniu Wrocławu Zielonej Górze inne
proza - skocz na koniec

 temat: Klub Sportowy "Ondz" 


dj_ocieplo
2001-07-22 19:07  
Niedziela, #1

K.S. "Ondz" piął się na szczeblach kariery jak Big Bradery. Wyszedł już z okręgówki i był w połowie tabeli w III lidze.
Nie wszystkim się to podobało. Na przykład Emsi był wkurwiony bo całą kasę jaka mu została po zapłaceniu za miksery i inne bajery postawił na Orlen Płock który przegrywał jak ta lala.
Została ostatnia szansa. Wszyscy czekali. Paczor nie czekał. Paczor wiedział ale nie powiedział, a to było tak.

dj_ocieplo
2001-07-23 08:54  
Poniedziałek, #2

-- Zajeboza! Nasz film właśnie tak się będzie zaczynał! - krzyczał Emsi podekscytowany całą sytuacją. Odkąd wrócił ze Stanów w ogóle się zrobił jakiś taki lepiej nastawiony do życia; pewnie w tamtejszych MC Donaldsach dodają czegoś innego do frytek niż u nas.
-- W ogóle to każdy film powinien sie tak zaczynać, nie tylko nasz - Paczor nie podzielał entuzjazmu Emsiego bo:
po pierwsze: nie był w Stanach i nie wybierał się;
po drugie: nie lubił jeździć Kapriakiem Klinera a już na pewno nie na back seecie, bo człowiek na tylnym siedzeniu w Kapriaku wyglada śmiesznie, a co dopiero Paczor - 188 wzrostu a na dodatek odkąd się ożenił ciągle tył bo pożycie małżeńskie w jak najlepszym porzadku a incydent z imieninami żony dawno został zapomniany.
Jechali na bardzo ważne spotkanie.

dj_ocieplo
2001-07-23 09:03  
Poniedziałek, #3

Czekał na nich Prezes Orlenu Płock wraz z grupą działaczy, których Emsi miał przekonać do lepszej gry w końcówce sezonu. Kliner i Kapriak jechali w celach prestiżowych, Paczor - dla zmyłki oraz w celu ewentualnego zastraszenia, chociaż na to Emsi miał lepsze sposoby.
Plan Emsiego był opracowany w jak najdrobniejszych szczegółach i co dziwne trzymał się nawet kupy, co stwierdził Paczor dwa dni wcześniej analizując skrypt debuggerem wbudowanym w każdą Windowsę 98. Skrypt był bezbłędny, selecty i endify układały się w taką perfekcyjną całość, że nawet Kliner gwizdnął przez druty i zamilkł jak struty że to nie on wymyślił.
Ale dośc tej dygresji. Chłopcy dojeżdzają właśnie do Płocka. Poznali to po białej tabliczce stojącej na poboczu drogi. Na tabliczce napisane było Arialem Boldem "PŁOCK".
Na dole któś trzęsącą się ręką dopisał "wita hamuf z warszawy".
-- Dobra Klina zatrzymaj się na tance. Musimy kupić mapę Płocka i znaleźc siedzibę Orlenu. Wysiadaj Kliner i nie zapomnij o żołądkowej bo mnie strasznie się pić chce po tej koka koli. Jak nie będą mieli mapy to koniec języka za przewodnika.

Co będzie to będzie; Kliner skika i w sklepie znika.

Emsi
2001-07-24 09:30  
Wtorek, #4

W bagazniku kapriaka (szita faka) siedzial zwiazany i zakneblowany uraf. Ta sroga kara spotkala go za probe przejecia sterowania nad proza i wprowadzenie wlasnych karotenow do krwioobiegu. Emsi dogadal sie, ze odsprzeda chlopakom z Olenu Urafa, ktroy wystapi w ich nastepnej reklamie. Uklad byl prosty: koszykarze rozpadnietej jugoslawii wyemigroali do USA grac w NBA, reszta do plocka.

Kliner podszedl do kasy zaplacic za gas. Spojrzal jeszcze tylko n wystawe ponizej i zwrocil uwage na dwa filmy Kodak gold express 800 (do zdjec w ruchu i kiepskim oswietleniu). Gdy podniosl wzrok na kasjera od razu szczail, ze cos jest nie tak. przed nim stalo trzech meksykancow.
-- You're russ??? Spytal ten najbardziej czarny (prawdopodobnie mial tez czarnego siurka).
-- Huh? Wybelkotal zaskoczony Kliner.
-- You Russ? uslyszal ponownie
-- Are you from Russia? Dodal drugi widzac iz Kliner najwyrazniej nie comprende.
-- No. No. Poland -- odparl zaskoczony.
-- Poland???
-- Yeah. Poland -- dodal kliner i przypomnial sobie, ze rpzeciez zna Hiszpanski. -- Zan Paulo Sekundo!! Pope!
-- Aaaa!! yeah!!! I know!!! Karlos Voytyla!

Emsi
2001-07-25 21:57  
Środa, #5

Ignatz szedl brzegiem plazy. Za nim znajdowal sie Grandhotel, po lewej przejscie do Sfinksa.
"Kurwa, dawno mnie tu nie bylo" pomyslal rozgladajac sie w poszukiwaniu Emsiego z Zoladkowa gorzka w jednej i paczka czipsow w drugiej rece. Emsiego jednak nigdzie nie bylo widac.
Cugolysz byl jednak lepszym tropicielem. Po dziesieciu minutach odnalazl Emsiego w krztolach.
-- Kurwa, Emsiak, zlas z tej wiewiorki, ona jeszczeniemaszesnastu lat. Jajciejejchlopak dorwie to bedzieszmialwpierdol -- wycedzil jednym tchem.
-- Wyskakuj, slyszysz? Zoladkowa i czypsy do reki! Ignatz przyjechal, trzeba go przywitac!
Krzaki zakrzaczaly i cos sie w nich poruszylo.
-- No i dalem sobie spokoj z tymi exploitami i zostalem didzejem, kumasz? A ta strone w internecie to sprzedalismy za milion baksow sonymjuzikrekords.
Glos Emsiego najwyrazniej staral sie komus zaimponowac.
-- Cugolysz? A Banderole oderwales?
Spytal Emsi wylaniajac sie z krzakow.

paczor
2001-07-26 14:15  
Czwartek, #6

"To są synku detergenty" - starszy mężczyzna w sombrero pokazał Ignatza i Emsiego małemu szkrabowi.
"Rabują i kradną, i żaden nie chodzi do kościoła. Idziemy!" - krzyknął na koniec i szarpnął małego tak mocno, że szczeniak wykopyrtnął się prosto na pysk.
"Widzisz Ignatz, przez te twoje ciągłe segfolty ludzie nas dzieciom pokazują. Chodź zmieniamy się szybko w Ślązaków!" - klepnął Igiego w plery i wskoczył do podgrzewanego wózka, tzw. chopyrki.
"Pojedymy!" - odezwał się po raz pierwszy przeistoczony Ignatz i stanął na paluszkach, żeby widzieć świat znad krawędzi chopyrki. W dzieciństwie mama karmiąc go ziółkami śpiewała cichutko:
"Jadą, jadą dzieci drogą,
siostrzyczka i brat.
I nadziwić się nie mogą,
jaki dziwny jest ten świat."
Po trzynastej sylabie mama fachowo załamywała głos tworząc z gardła wibrującą rurę, jak dzidziridu australijskich torbaczy, i w magiczny sposób wydobywała z siebie strzeliste jodłowanie. Ignatz to kochał i ze szczęscia szlochał.
Chopyrka kołysała się miarowo, a pokonywane kilometry odzwierciedlały się na liczniku byle jak przykręconym do burty przez Emsiego.
Pyr! Pyr! Smyg! Smyg! - dudniły koła wózeczka z którego raz po raz wystawała raz czarna, raz żółta czuprynka.
Wracali z Płocka do Warszawy, taki mieli nawyk.

Na stacji czekał z poważną miną Pan Zawiadowca, którym okazał się brat Cugołysza - Mały Cug.
Mały Cug był spokrewniony z ...

Emsi
2001-07-26 15:50  
Czwartek, #7

...workiem babanow, ktore Ignatz skitral w kolumnie zygmunta na Slupie. Zabrali wiec malego Cuge ze soba. Podroz troche im sie przedluzyla, az znalezli sie na slowacji (bo Ignatz ciagle marudzil, ze go nie zaprali jak jechali poprzednim razem). Po drodze przesiedli sie do czolgu aka Rudy 102. Coprawda trwala klotka klotnia, czy nie wybrac przypadkiem niemieckiego tygrysa, czy inna patnere, ale stanelo na rudym. Gdy dotarli do koszyc Paczor odszukal znajomych czeskich dresow, kupil dwie torby stafu i nabil lufe. Dzialowy Maly Cug sciagnal pierwszego macha tak zeby lufa zlapala cug. Z wierzyczki czolgu dymilo sie jak nalezy. Przed nabiciem kolejnej torby Ignatz przeczyscil lufe czolgu wyciorem. To mu sie podobalo!

paczor
2001-07-26 16:08  
Czwartek, #8

Bo mu coś przypominało.
Tylko nie mógł sobie przypomnieć co. Ale było takie... takie...ładne.
Kiedyś w szpitalu, gdy odwiedzała go narzeczona, znaczy wynajęta lektorka czeskiego ucząca na wychodnym narzecza prohodyńskiego, miał kataraktę na plecach i zupełnie nie wiedział na jakim łóżku leży. Nikt na to nie narzekał zwłaszcza gdy tarafiał na oddział dla kobiet.
Babcie szczęśliwe były i wyły.
Po korytarzu od czasu do czasu biegał Pogoniowy Błażej, dziarski staruszek co niejedno widział, wskazującym palcem dotykał i pieścił delikatnie jądra swe przez bluzę pidżamy.
Wstrętne? O nieeeeeee. Ignatz tak nie myślał zupełnie ale to zupełnie uodporniony na wszelkie przejawy egzystencjalizmu, socjalizmu i dewocjonaliów Che Guevary tego boga radosnych dziewczęcych snów o rewolucji w których oddawały się z rozkoszą ludziom w beretach i z kałaszami w rękach. Nad wszystkim i tak zwisała groźba nieśmiertelnej finansjery i wskazującym (znowu!) palcem dłubała sobie w nosie a kulki jak wielkie meteory dygały to tu to tam i miażdżyły dajmy na to pucz w Botwanii i Antochii.
Tylko gwiazdy spikały w dźwięcznym lagłydżu ale to łos ponad siły Ignatza.

paczor
2001-07-27 10:51  
Piątek, #9

Cugołysz wytężył układ wizyjny.
Sweterek wisiał na swoim miejscu, był szary, a wywieszka obiecywała 70% przecenę.
Wszystkie dane się zgadzały, Cugołysz ruszył w misję.
Oooops!
Jego nogi potknęły się o coś, a mózg elektronowy skierował wizjer na ziemię.
Na ziemi obok nóg Cugołysza leżała wielka, opasła książka, trochę przemoczona ale w twardej skórzanej oprawie która uchroniła ją przed większymi uszkodzeniami.
Cugołysz schylił się, podniósł książkę i zajrzał do środka...

"Nazywam się Samsung Otake. Mój ojciec, Samsung Yokobe ożenił się Tanasu Otake i w ten sposób został członkiem rodziny rządzącej największym koncernem produkującym maszyny do szycia. Z pracownika IS awansował do stanowiska inżyniera i w ten sposób zapewnił byt i dobrą pracę swoim dzieciom czyli między innymi mnie.
Kilkanaście lat temu idąc w ślady ojca zostałem inżynierem w Zakładzie Inteligentych Maszyn Krawieckich (IMK).
To była dobra praca.
Otake wyrosło z dobrych korzeni - produkcji maszyn krawieckich na licencji Siemensa ale nasi inzynierowie byli twórczymi ludźmi. Wymyślono inteligentne maszyny, których obłsugą z początku zajmowały się małe elektronowe mózgi.
Mózgi były małe jak na tamte czasy. Lampy i kondensatory wciąż zajmowały tyle miejsca, że przeciętną IMK dodowziło się do domu klienta ciężarówką zaopatrzoną w dźwig. W dodatku lampy dość często zawodziły, co wprawdzie dawało pracę kilkusetosobowej brygadzie remontowej ale powodowało duże straty finansowe. Prezes Mamiya Otake nie był zadowolony.
Mój, jeszcze wtedy młody, tata zgłosił pomysł wyposażenia IMK w mózgi kotów, małe, niewymagające i posłuszne narzędzia miały zastąpić niewydajne i ogromne maszyny myślące.

paczor
2001-07-27 10:51  
Piątek, #10

<<Oprzyjmy się na naturze>> - to było hasło taty, którym zakończył swą mowę do grupy głownych inżynierów.
Po czym zaprezentował stworzony w garażu prototyp!
IMK, którą pokazał była zwykłą maszyną Otake pozbawioną tylko wielkiej szarej bryły elektronowego mózgu.
Z boku IMK wystawał niewielki słój opleciony drutami i wiązkami kolorowych kabelków.
W słoju pływał mózg Rarami, ulubionego kotka mamy.
Nie wiem w jaki sposób tata namówił mamę na to poświęcenie. W każdym bądź razie wybór był znakomity.
Rarami jeszcze za życia przedmaszynowego był niezwykle żwawym kotem. Uwielbiał bawić się nitkami, chyżo biegał za upuszczoną szpulką nici i w ogóle za każdą rzeczą mającą związek z szyciem. Pewnie te zabawy pobudzały wyobraźnię mojego taty.
Rarami, już w słoju, nadal uganiał się za szpulkami, nitkami i biegającą przed ściegiem igłą. Jednym słowem: KOCHAŁ SZYĆ!
Prototyp okazał się sensacją! Prace nad masową produkcją ruszyłu z kopyta i w przeciągu 6 miesięcy uruchomiono pierwszą linię nowych IMK.
Nazywały się Otake Rarami mk. III."

"Ufff!" - sapnął Cugołysz, podrapał się po głowie, okiem rzucił szybko na sweterek i powrócił do lektury.

"Rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Kobiety ustawiały się w ogonkach do kas. Zamawiały jak szalone katalogi Otake. Firma produkowała tysiące IMK we wszystkich kolorach tęczy. Ubywało bezdomnych kotków, a prezes Mamiya błyskał śmiechem ze stron branżowych gazet. Tata kupował mamie kwiaty, a mama szyła na pierwszym Rarami wspaniałe serwety!
Radość jednak ma to do siebie, że nigdy nie trwa długo. I tak jak zabłysła gwiazda mego ojca tak szybko zgasła i przysypał ją popiół gorzkiego żalu.

paczor
2001-07-27 10:52  
Piątek, #11

Nikt, nawet tata, nie wziął pod uwagę niedokładności natury. Kotki oszalały, a dokładnie ich mózgi. Każdy kot uwielbia się myć. Jak dobrze się przyjrzeć to 70% życia każdego kota przypada na mycie. A jak ma się umyć wypreparowany mózg? Kocie mózgi wściekały się, włączały maszyny w środku nocy, nastawiały je na największe obroty, jeździły głowicami tam i z powrotem doprowadzając klientów do rozpaczy. Były przypadki samobójstw, zabójstw (tylko kobiet), w końcu pozwy do sądu. Produkcja stanęła. Prezes z pianą na ustach wrzeszczał na zebraniach zarządu. Tata przemykał cicho pod ścianami. Poszarzał na twarzy i schudł ale wciąż nie dawał za wygraną i myślał. Aż wymyślił. W prefekturze Nagoya czyli tam gdzie zamieszkał tata po rozpadzie małżeństwa, mama nie darowała mu tego co stało się potem z Rarami, mieszkała Tsunami Okara. Tsunami była emerytowaną krawcową, pracowała przez większość swojego życia w Tokio w wielkich zakładach odzieżowych Wannabe Otamu San. Była dobra jak babcia i bardzo polubiła mojego tatę. Znała jego historię z telewizji ale nie miała o to do niego żadnego żalu. Ot! Takie życie, mówiła, pomysł był dobry tylko natura zrobiła kawał. Chwaliła nawet tatę za pomysł z Rarami. <> - pocieszała tatę. Zawiązała się między nimi przyjaźń, a ta mimo różnic wieku wkrótce przerodziła się w spokojną, głęboką miłość. Tsunami jednak wkrótce podupadła na zdrowiu i lekarze oznajmili tacie, że żona wkrótce umrze. I wtedy, w szpitalu, Tsunami nawówiła ojca by w nowym prototypie użył mózgu, życzyła mu szczęścia i umarła. A tata wykonał ostatnią wolę żony. I od tamtej pory IMK działają dobrze. Pod warunkiem, że sterują nimi starsze, wykwalifikowane krawcowe. Eksperymenty z innymi dawcami nie powiodły się i w końcu przestano szukać. A dawczyń jest wiele i zawsze są to miłe, pogodzone z losem staruszki. Tata powrócił do zakładu na tarczy, znaczy się zwyciężył i lubili go wszyscy, a prezes Miyama kłaniał się przed nim nisko ilekroć mijali się w korytarzu. A ja poszedłem w ślady ojca i zbudowałem własny prototyp. W tym samym garażu, na tym samym stole montażowym. I z tego samego mózgu. Rarami. Uwolniłem go z maszyny mamy i teraz może się myć do woli. Dąłem mu nogi i ręce i tułów i wygląda zupełnie, no prawie zupełnie jak jego pan. Wygląda jak człowiek. Dokładniej, jak dwóch i to znanych ludzi. Ot, kaprys stwórcy! ;-) W telewizji wciąż mówili o Małyszu, a w radiu puszczali "Tango" Budki. Pomyślałem więc, żeby z Cug..."

Cugołyszowi książka wypadła z rąk.

dj_ocieplo
2001-07-27 11:31  
Piątek, #12

-- Emsi?... To Ty czy znowu ta Twoja sekretarka automatyczna? Swoją drogą co za sciama; już każdy ma taki jakiś syf ponagrywany na poczcie głosowej. Co innego jakiś dobry fragment "Dumb Girl" Run DMC albo kwestia Easy'ego E z NWA, tak jak miał zawsze ignatz, a nie jakieś tam : "taghalosucham".
-- Cuga przestań pierdolić tylko mów do rzeczy bo nie mam czasu. Szykuje impre roku a może i dekady, to się jeszcze okaże.
-- Czytam właśnie wspomnienia takiego inżynierka z jakiejś japońskiej fimy Tiramisu czy jakoś tak.
-- No i? - Emsi nie lubił literatury bo go onieśmielała. W jego głosie wyczuwało się zniecierpliwienie i Cuga wiedział, że najdalej za 15 sekund połaczenie zostanie przerwane z przyczyn niezależnych od operatora.
"Skup się Cuga, skup się.." - pomyślał i wypalił jednym tchem do słuchawki Nokji: --Notopomyślałemżetojest dobrymateriałnascenariusz.
W słuchawce rozległo się pogardliwe "huhuuu-buuuuu" i połączenie z Emsim zostało zakończone.

Emsi nie miał czasu na pierdoły.
Był rok 2021 i w każdej rozgłośni radiowej puszczali minimal, a każdy liveact chodził na prawach autorskich clubbing@pl.
Kliner nie wiedział co robić z Kapriakami na chodzie, a samo logo clubbing@pl wymyślone przez Paczora warte było 78 miliardów dolarów.

paczor
2001-07-27 12:33  
Piątek, #13

"Bez sensu!" - zmartwił się Emsi bo w portfelu znajdował się tylko jeden i to 50 złotowy banknot.
W 2021 poruszanie się tu w Centrum z tak grubymi banknotami graniczyło z samobójstwem.
Wszedł do marketu przed którym stał i zrobił zakupy. Stanął w kolejce do kasy i z nudów wsłuchał w rozmowę kobiety przed nim. Rozmawiała z kasjerką.
"Dziś co trochę przychodzi ktoś z grubymi. Powariowali! Ludzie powariowali! Panie se wyobraża?"
"To wina bankomatów, rzadko który wydaje w mniejszych niż 50" - wyjaśniła pani przed Emsi.
"Ale niech się pani przejdzie dwie ulice dalej, sama się pani przekona że to wariactwo. Jak napadną i zabiorą to i tak można mówić o szczęściu. A do bankomatu lepiej nie podchodzić bo albo utną rękę albo zabiją i zabiorą." - kasjerka naliczała odsetki za czas rozmowy, a naiwna klientka dała się nabrać.
"Co pani mówi!?"
"Mówię co wiem bo tam mieszkam. Moja pani, poza Centrum nie ma ludzi co by mieli przy sobie papierowe pieniądze. A jak mają to najwyżej z 10 złotych. I u kogo pani rozmieni te swoje bankomatowe? Jak się pani zapyta to od razu napadną."
"Proszę mnie nie straszyć, proszę podliczyć i kończyć." - wyszeptała klientka. Emsi uśmiechnął się pod nosem.
"Niech pani rozmieni u kasjerki resztę grubych. Ta pani mówi prawdę." - poznęcał się nad kobietą.
"I niech pani zamówi taksówkę, robi się za późno na spacery"

wróć do forum proza^ ^ skocz na górę ^ ^
 loguj się / rejestruj
 nick:
 hasło:
 
Nie pamiętam hasła
Załóż konto!
 Ankieta

Zaloguj się aby wziąć udział w ankiecie!

 SMS Wall (dodaj!)
trawek siad
LSD OPENAIR BY FANTAZJA 31 07 2010 INFO WWW FANTAZJA INFO PL
16.07 FANTAZJA PARTY @ NOMERCY! DJs KACE, NOLOGIC, MABEAT, LEORAFEN, HAWAYA! Najlepszy Psytrance w miescie!
10.07.2010 LESNAFANTAZJA @ SKLOT ul. Zabkowska 5. DJs BURKIN, CZUBY, KACE, LEORAFEN, OCHEN, SALVI! Browar 5zl, Vodka 5zl
31.07.2010 Laboratorium Stymulacji Dzwieku Open Air
 dzisiaj w klubach
 Zoo (Warszawa)
 Out & About
grają: Tofu, Nobis

wjazd: Po 22.00 - 15zł
start: 21:00

Out & About

 Lemoniada (Warszawa)
 SATURDAY HOUSE NIGHT
grają: CONDI

wjazd: FREE/ SELEKCJA
start: 21:00

SATURDAY HOUSE NIGHT

 Hotl (Warszawa)
 Hello in the mix
grają: Caprese Mistral M

wjazd: 10 zł/Door selection
start: 22:00

Hello in the mix

 Zwiążmnie (Warszawa)
 2000 Dirty Djs - Old Kitch Never Dies!
grają: 2000 DIRTY DJS

wjazd: 5 zł
start: 21:30

disco, dance, 80s, electro


 z naszej galerii

OverSound Factory - Hala Fabryczna (Warszawa) - 2002-10-12
OverSound Factory - Hala Fabryczna (Warszawa) - 2002-10-12



 ostatnie wpisy na forum
  • nie szykujcie sie, mnie nie bedzie (:
  • hihi to wygrałeś teraz ja :p
  • Pierwszy!
  • truskawiki!
  • szykujcie sie bedziemy tam:)))
  • dzieki crobar!
  • traci sens ten forum, wbijam na pełnej z piątku na sobotę a tu żywego...
  • a wiecie że teraz na amfę mówi się "szmata'?
  • z wami przegrać, to jak wygrać!
  • z dedykacją dla autora wątku ( aka. "one more reggae for the road"...
  • clubbing.pl, KONTAKT do nas, mapa strony
    clubbing.pl - wszystko o clubbingu w Polsce, imprezy, kluby, recenzje płyt, dyskusje, dje i masa innych ciekawych rzeczy
    tagi: clubbing, imprezy, kluby, dj, plyty, muzyka, techno, recenzje, mc, dnb, drum and bass, techno
    sponsora zasadniczo nie posiadamy