Emsi był podniecony jak mało kiedy. Nie mógł usiedzieć na dupie, więc krążył dookoła porańczowej kanapy jak naspidiowany. III urodziny klabingu już tuż tuż a urodzinowych atrakcji jak na lekarstwo. Co gorsza nic nie przychodziło mu do głowy.
"Bez tych małych kartoników trudno jest wymyslić coś godnego uwagi."
Nagle do pokoju wpadł Rudolf cały ubrany na czarno (jak nakazywala doktryna). W ręku dzierżył jaką małą pogniecioną kartkę.
-- Kurwa, Emsi, mam! Mam! Zobacz! -- Wrzeszcał już od progu wyciągając świstek w stronę Emsiego. -- Ziobacz!
Emsi był chyba bardziej zaskoczony nagym wtargnięciem niżeli ciekaw co takiego ma mu do pokazania Rudolf. Minęły chyba ze dwie sekundy nim otrząsnął się ze zdziwienia. Wziął karkę do ręki, rozprostował ją i zaczął wodzić oczami, które zdawały się rosnąć ze zdziwinia.
-- Co to ma być? "Nauczycielka matematyki w katolickiej szkole zabiła siekierą swojego konkubenta???"
-- Kurwa, nie to! -- Wrzasnął Rudolf. -- Z drugiej strony!
Emsi odwrócił kartkę i ponownie przebiegł wzrokiem po rządkach liter. Z jego twarzy nie znikało zdziwienie.
-- Kuno zabójca? Co to ma być?
-- Jak to co??? To przecież urodzinowa atrakcja! Ludzie będą walić drzwiami i oknami aby zobaczyć Kuno Zabójcę. Wystarczy po niego pojechać?
Emsi przez chwilę stał w zamyśleniu. Widać było iż bez kartoników ciężko mu się myśli. Podrapał się w brodę, potem w świerzo ostrzyżoną fryzurę i odparł:
-- Wiesz? To chyba niezły pomysł. Tylko, że trzebaby pojechać po niego do tego Paulschffen. To chyba gdzieś koło berlina???
W Paulschffen tymczasem, czy jakkolwiek to miejsce by się nazywało, grupka hiphopowców na rowerach ustawiała rakietę. Podobna grupka, wokół rakiety, montowała magiczne kule, które miały w nocy odwracać wzrok od rakiety.
Paczor z Ignatzem siedzieli na brzeku pobliskiej rzeczki, jarając jakieś niemieckie bałagany i mrucząc cicho do siebie nawzajem.
-- Ale po co te jebane kule? -- marudził Ignatz, widocznie poddenerwowany.
-- Kule są w porzo. Mają w decydującym momencie wysłać specjalny impuls elektromagnetyczny, który powoduje spięcie w datenklopie. -- Wyjaśnił stoicko Paczor. -- To z kolei wygasi wszystkie światła w okolicy. No i rozumiesz, jak włączy się zasilanie awaryjnie, cyfrak Rudolfa nie wytrzyma zmiany natężenia światła, i płyta główna razem z matrycą pójdą się cmokać.
-- Cmok, cmok -- zamruczał nie do końca przekonany Ignatz.
Tymczasem Emsi jechał w pociągu katując pozostałych pasażerów minimalem w wykonaniu Kombi (na elektronicznych perkusjach)...
A w Jankach niedaleko Warszawy, policjanci złapali czarno ubranego osobnika pędzącego katowicką na burym kucyku. Sytuacja jak widać nabierała rumieńców.
Emsi ocknął się na jakiejś polance. Ubrany był w bawarski strój z szelkami, krótkie spodenki czapkę na głowie. Dookoła krzatało się kilku podobnych niemców cichutko jodłując sobie pod nosem.
Emsi pozbierał swoje klamoty z trawy i juz miał się udać do Paulschoffen, kiedy nagle z krzaków opodal wyszedł mały, kurduplasty żydek z kręconymi pejsami. Miał conajwyżej półtorej metra wzrostu i w czarnym kapeluszu prezentował się dość zabawnie.
"Oho... krasnojudek", pomyślał Emsi.
-- Cześć Emsi -- przywitał go skrzeczącym głosem.
-- Cześć koleś -- odparł Emsi. -- Nie wiesz gdzie mogę znaleźć Kuno Zabójcę?
Emsi postanowił nie tracić czasu. Żydek machnął jednak ręką i ironicznie się uśmiechnął.
-- Jaki tam Kuno, człowieniu. Masz, wieź to. -- Powiedział wyciągając w stronę Emsiego rękę, na której lśniła maluteńka biała kuleczka. -- To najczystsze LSD. Kryształ. Zjedz to, a wydostaniesz się mocy komputerów i pokażę Ci jak głęboko sięga moja nora.
-- O! Majtrix. -- Powiedział Emsi i pokiwał głową ze zrozumieniem, jednocześnie odruchowo wyciągając rękę w stronę kuleczki.
-- Dupa tam! Jaki Majtrix? Pojebało Cię? Filmów się naoglądałeś. -- Żydek cofnął rękę. -- My Żydzi jesteśmy bardziej odporni na propagandę. Majkrosof włada twoim umyslem nie żaden Majtrix. Nauczyli się was kontrolować! Na szczęście ich soft nie poradzi sobie z umysłem na kwasie.
-- Jak to?
-- Normalnie. Segmentejszy fault. Baffer ołwerfloł. Kor dumped! -- Żydek aż podskakiwał z radości, gdzy wymawiał te słowa.
-- Aaa... rozumiem... -- Emsi pokiwał głową i ponownie wysunął rękę w stronę kulki.
-- No... cieszę się. -- Powiedzial Żydek i podal Emsiemu kryształ. -- Masz doświadczenie, to sobie poradzisz. Tylko uważaj na Kuno zabójcę. Podobno nasłali go na Ciebie....
"-- Proszę zejść z konia -- powiedział Starszy stopniem poicjant do czarno ubranego osobnika na burym kucyku.
-- Ale cla czego?
-- Kontrola drogowa. Proszę przygotować prawo jazdy, kartę wozu i dowód rejestracyjny.
Rudolf posłusznie zsiadł z kucyka i wyjął wymagane dokumenty. Policjant służby drogowej ubrany w skurzany mundur, przydatny do jazdy na motorze i kask podniusł przyłbicę i spojrzał podejrzliwie w podawane nu dokumenty. Chwilę przyglądał się w skupieniu, jakby składał litery, po czym odparł.
-- Co to jest? Anaa-li-za-moczu?
-- No tak. Bo widzi pan, Ana to moja żona, Liza to moja córka a Moczu to jestem ja.
Poczym wskoczyl szybko na konia i odgalopował pozostawiając policjantów ze zdziwieniem na twarzy. Z oddali słychać było tylko rżenie kucyka."
"Koń by się uśmiał", pomyślał Paczor przeglądający prozę na klabingu. "Ale oni teraz głupoty wypisują".
Pogoda była piękna, upał ponad 30 stopni celsjusza. Z rzeki trochę capiło, ale i tak wszyscy chodzili się kompać. Kule były rozstawione, hiphopowy w pogotowiu, tylko Emsiego gdzieś brakowało.
Paczor odłożył laptopa na trawę i wcząłgał się do namiotu.
-- Gari, daj Nojke, zadzownie do Emsiaka -- powiedział.
Emsi? Tu Paczor - Paczor darł się tak, ze było go słychać w Hackcenter - Słuchaj, mam straszną jazdę na rymowanie, zrób coś z tym bo mnie to zajebie jak mi pan bóg miły w niebiesiech po trzykroś i kurwa mać, trzeba uważać. O! Widzisz? Już się zaczęło, i się mi rymneło, jak tak dalej będzie, prąd w namocie siędzie. Kurwa! Człowieku ratuj, na koniu mnie stratuj, włączyło mi się z rana, i nie puszcza, jebana niemiecka tłuszcza, śmieje się za mnie bo kuma, że zszedłem z uma,. Co? To po rosyjsku idioto, przybywaj szybko złotgo. Sam widzisz, że jest źle. Częstochowskie są najgorsze, jebią wszystkich po uszach, nawet Niemców to rusza. Pomóż, chłopie kochany, jestem już zjebany.
Paczor odłożył komórę.
- Dzięki Gari, gdyby nie ta komóra...
- Do wody dałbyś nura? - spytał Gari.
-- Dobrze Emsi, że jesteś już wreszcie, bo Gari siedział w areszcie! -- Przywitał Emsiego Paczor.
-- Cześć Pawełku, znalazłem swoje Serce Piłsudskiego.
-- Co ty bredzisz, jakie Serce? Ostatnop wspominałeś o nerce?
-- Pawełku znalazłem. Rozumesz? Cała moja pielgrzymka była właśnie w tym celu.
-- Czyśty się nażarł czego mój drogi kolego? -- Paczor nadal rymował i nic nie wskazywało na to, żeby miało mu przejśće.
Emsi najwyraźniej nie zwracał na to uwagi.
-- Serce Piłsudskieog jest moim Celem.
-- Co to było? Grzybki, tutki, kartoniki, kulki, czy czerwone ogórki? -- Paczor właśnie wchodził w najgorszą fazę rymowania. Jeszcze chwila i zjego ust pobiegnął rymy częstochowskie.
-- Nic takiego. Dał mi je mały Żydek.
-- O chole, o cholera. Jaki znowu Żydek, czegoś ty się najadł, kto cię wkręcił, czy żółty żabojadł. -- Częstochowkie jak na zamówienie pojawiały się z nikąd.
clubbing.pl, KONTAKT do nas, mapa strony
clubbing.pl - wszystko o clubbingu w Polsce, imprezy, kluby, recenzje płyt, dyskusje, dje i masa innych ciekawych rzeczy
tagi: clubbing, imprezy, kluby, dj, plyty, muzyka, techno, recenzje, mc, dnb, drum and bass, techno sponsora zasadniczo nie posiadamy